Siwa Kurka w Jarosławiu

Siwa Kurka w Jarosławiu

Jarosław to miasto z bogatą i wielokulturową historią, które z roku na rok przyciąga co raz większe liczby turystów. To tutaj w XVI i XVII wieku odbywały się jedne z największych jarmarków w całej Europie. Do niespełna 3 tysięcznego miasteczka zjeżdżało się nawet 30 tysięcy kupców, którzy handlowali towarami z całego świata. Wszystko to sprawiło, że w Jarosławiu zamieszkiwali (a nawet w małych grupach dalej zamieszkują) takie narodowości jak Rusini, Żydzi czy Ormianie. W każdej kulturze istotnym elementem jest również kuchnia, w której przepisy przekazywane były z pokolenia na pokolenie. W Jarosławiu powstało miejsce, które wraca do tamtych czasów i oferuje tradycyjne potrawy z tego regionu.


Siwa Kurka to miejsce wyjątkowe pod wieloma względami. Restauracja oferuje lokalną, często zapomnianą już kuchnię jarosławską, przy czym działa jako przedsiębiorstwo społeczne, czyli nie jest nastawione tylko na zysk. W kuchni natomiast do przygotowywania potraw wykorzystywane są produkty od lokalnych przedsiębiorców. O historii powstania tego miejsca, całej działalności, czy planach na przyszłość udało nam się porozmawiać z Łukaszem- jednym z założycieli Siwej Kurki.


Siwa Kurka to chyba dość nowe miejsce na mapie Jarosławia?

-Tak, lokal funkcjonuje od sierpnia 2018 roku, przygotowania oczywiście rozpoczęły się wcześniej, ale jest to dość nowe miejsce. Otworzyłem to z dwoma przyjaciółmi, z którymi długo myśleliśmy o tym, żeby zrobić coś na rynku w Jarosławiu. Stworzyć takie miejsce do którego sami chcielibyśmy przychodzić. Takiego miejsca nam w tym mieście brakowało. Dowiedzieliśmy się o tym lokalu, o tym że powierzchnia się zwalnia, po długo istniejącym sklepie, który tutaj działał. Napisaliśmy projekt i założyliśmy przedsiębiorstwo społeczne, czyli takie które nie jest nastawione tylko na zysk, ale na reinwestowanie tego na cele społeczne i tak powstał pomysł na Siwą Kurkę. Od tego czasu próbujemy tworzyć tutaj jakieś inne menu w tym mieście. Skupiamy się na koncepcyjnej kuchni lokalnej.


No właśnie widzimy w menu bardzo ciekawe propozycje.

-Zależy nam, aby była to kuchnia dobra jakościowo, kuchnia regionalna, którą my znamy i lubimy. Taką którą jedliśmy czy to u naszej mamy czy babci, czy gdzieś podróżując po Podkarpaciu. Przedstawiona i podana jednak w taki trochę nasz sposób. Uważamy, że ta nasza kuchnia lokalna, regionalna to nie tylko taka sztywna- kojarzona ze skansenem, ale przede wszystkim związana z historią miasta. Jarosław to miasto które miało jarmarki, które miało bogatą wielokulturową przeszłość. Więc pomyśleliśmy sobie jakby wyglądała ta kuchnia, gdyby te jarmarki cały czas się tutaj odbywały? Mamy więc w ofercie nie tylko dania typowo regionalna ale np. “Dolme” czyli ormiańskie gołąbki zawijane w marynowane liście winogron, ponieważ w tym regionie Ormianie dalej mieszkają w swojej małej grupie. I co ciekawe ten przepis mamy od nich, podarowali nam ten przepis, żebyśmy mogli go wykorzystać w tym lokalu.


Przepisy na te dania przechodziły z pokolenia na pokolenie? Są to wasze rodzinne receptury? Czy może były gdzieś wyszukiwane?

-Bardzo różnie, część przepisów pochodzi rzeczywiście z naszych rodzin, były przekazywane lub po prostu pamiętamy je z dawniejszych czasów. Z drugiej strony to przepisy od ludzi, którzy mieszkają na tych terenach, na przykład od wspomnianych Ormian Jarosławskich, którzy w dalszym ciągu mieszkają na tych terenach. Także nie możemy powiedzieć, że mamy typową kuchnię regionalną, ponieważ ta nazwa już zobowiązuje do czegoś i niesie ze sobą jakiś ładunek emocjonalny, my możemy powiedzieć że mamy kuchnie lokalną, a jest różnorodna ze względu na wielokulturowość tego miasta.


Z gastronomią jesteście już dłużej związani, czy to wasza pierwsza taka działalność?

-Jeden z nas przez jakiś czas zajmował się gastronomią, natomiast ja i jeden kolega z Jarosławia zajmowaliśmy się i wciąż zajmujemy kulturą oraz muzyką. Od kilkunastu lat organizujemy Festiwal Muzyki Dawnej. Wciąż go organizujemy, może w trochę mniejszym stopniu niż wcześniej, ponieważ gastronomia pochłania sporo naszego czasu. Trochę tej naszej pasji chcieliśmy przenieść również do tego lokalu, dlatego na ścianach pojawiły się grafiki nawiązujące właśnie do muzyki.


Musimy zapytać o nazwę, skąd wziął się pomysł na Siwą Kurkę? To jest jakiś przypadek? Czy jest w tym jakieś większe znaczenie?

-Śmieszne jest to, że nazwa Siwa Kurka nie ma żadnego konkretnego znaczenia. Bardzo długo zastanawialiśmy się jak ma nazywać się to miejsce. Nadszedł czas kiedy już musieliśmy się zdecydować i podać nazwę do przygotowywanego projektu. Któryś z nas powiedział: siwa kurka, więc to całkowity przypadek. Chodziła za nami ta siwa kurka jeszcze przez kilka tygodni, można powiedzieć że się z nami oswoiła i zdecydowaliśmy się, że ta nazwa jednak zostaje.


Działacie jako przedsiębiorstwo społeczne, wspieracie osoby w potrzebie, ale również nawiązujecie współpracę w lokalnymi przedsiębiorcami. Jak to dokładnie wygląda?

-Tak, staramy się jak najbardziej wspierać ten lokalny rynek. Nie zawsze to się da we wszystkich aspektach wykonać, natomiast są produkty które jak najbardziej są regionalne i z nich korzystamy. Kawę do lokalu bierzemy z lokalnej palarni od naszych przyjaciół ze wsi Glinik Charzewski pod Strzyżowem. Sery bierzemy od Spółdzielni Socjalnej Mądra Koza, które działa w Daliowej pod Duklą, piwo natomiast mamy od naszych przyjaciół z Radymna z browaru Browincja. Z winnicy Darius mamy wino, dereń oraz różne inne produkty od gospodarstwa rolnego Ryś Podkarpacki, więc jest tego sporo i taka współpraca jak najbardziej nam odpowiada.


Menu restauracji jest stałe, czy następują jakieś zmiany?

-Do tej pory zmienialiśmy kartę co sezon letni i zimowy, teraz wchodzimy z nowym pomysłem i nowe menu będzie zmieniane co porę roku. Tak żeby jak najbardziej korzystać z tych regionalnych produktów i tworzyć z nich nasze dania przez cały rok. Wiadomo, że wiosna i lato to takie pory, gdzie tych produktów mamy najwięcej. Ale mamy również pomysły na jesień i zimę, wtedy wiadomo będzie więcej produktów kiszonych czy marynowanych.


A jak radzicie sobie teraz w czasie pandemii koronawirusa? Udało się przetrwać ten trudny czas?

-Nie jest łatwo i nie było. Tak jak większość lokali byliśmy zamknięci, ale jak już była taka możliwość to przez dwa miesiące staraliśmy się dowozić do klientów nasze potrawy. Wprowadziliśmy też program dla seniorów i im też dowoziliśmy jedzenie. Dodatkowo rozpoczęliśmy pakiety abonamentowe na cały tydzień, gdzie w sobotę podane jest menu na kolejne dni i są to dania dość budżetowe, tanie i też dostępne na dowóz, więc to też się sprawdziło i spodobało tutaj w mieście. Na pewno nikt nie miał łatwo, ale powoli wszystko wraca do normy. Czekamy jeszcze, aż skończy się remont na rynku, ponieważ teraz cały plac jest ogrodzony i prowadzone są prace. Mamy nadzieję, że to wszystko za niedługo będzie już gotowe, ponieważ też to trochę odstrasza turystów, kiedy cały rynek jest rozkopany, jeżdżą koparki i jest dość głośno. No ale jak już będzie wszystko gotowe to na pewno będzie przyjemnie usiąść w lokalu, lub przy naszych stolikach przed budynkiem.


Menu nie jest długie, nie ma tutaj wielu dań więc można sądzić, że wszystko jest przygotowywane na świeżo.

-Tak, chcemy stawiać na jakość, chcemy tworzyć miejsce którego osobiście nam brakowało w mieście. Stworzyliśmy lokal który oferuje dobre ceny w stosunku do jakości. Szczególnie, że miasto rozwija się, mamy z roku na rok co raz więcej turystów, a odkrywanie lokalnych smaków też jest teraz w modzie.


Mamy środek tygodnia, a widzimy dość sporo osób, zawsze to tak wygląda?

-Najczęściej tak, czasami by się chciało żeby tych miejsc było więcej. Lokal jest dość mały i kameralny. Zdarza się, że nie jesteśmy w stanie pomieścić wszystkich chętnych gości, szczególnie w weekend. W sezonie letnim ratujemy się tym ogródkiem, ale często najbezpieczniej jest zarezerwować stolik na konkretną godzinę. To też jest wyznacznik tego, że to co robimy trafia do ludzi i chętnie tutaj przychodzą oraz wracają.


Jakieś plany na przyszłość?

-Teraz na dniach wprowadzamy letnie menu, nowa lekka wakacyjna karta naszych dań. No i cały czas staramy się rozwijać, nawiązywać nowe kontakty, czy utrzymywać dobre relacje z tymi lokalnymi przedsiębiorcami, na tym bardzo nam zależy. Chcemy jako przedsiębiorstwo społeczne tworzyć taką siatkę współpracy z tymi mniejszymi podmiotami, ponieważ wiemy jak trudno się przebić. Chcemy znaleźć kolejne chętne osoby do nawiązania współpracy.


Tak jak już wspominaliśmy wcześniej, Siwa Kurka to miejsce wyjątkowe pod wieloma względami. Lokalna jarosławska kuchnia okazała się bardzo smaczna i na pewno jest godna polecenia. Jeżeli lubisz odkrywać smaki tego regionu to koniecznie musisz odwiedzić to miejsce! My trafiliśmy tutaj trochę przez przypadek, ale na pewno prędzej czy później znów odwiedzimy ten lokal!